MENU

Ko:op —
o co cho?

Jakiś czas temu, a było to 5. lat temu przez chwilę miałem wrażenie, że kooperatywy (w skrócie ko:op – czyli działanie z innymi) to zupełnie nowy wynalazek. Z początku zachłysnąłem się tą ideą widząc, w realnym świecie, jak na bazie rosnącej świadomości, w erze tzw. postprawdy, ludzie nieśmiale wracają do spotkań z innymi, próbują się zrzeszać i na powrót zaufać.

Z tym terminem spotkałem się pierwszy raz u analityczki trendów – Natalii Hatalskiej i uderzyła mnie jego adekwatność. Nie ufamy rządom i politykom, nie ufamy bankom i korporacjom, nie ufamy instytucjom publicznym i mediom, algorytmy przeglądarek internetowych również podsuwają nam rozwiązania tylko utwierdzające nas w naszych przekonaniach (budujące nasz profil w oparciu o historię przeglądania).

Wydaje mi się, że tylko zaczynając od siebie, od najbliższych, codziennych relacji możemy ten stan poprawić. Nie ma też lepszego pretekstu niż żywność potrzebna zawsze i każdemu.

 

POKOSPOKOO – czyli Poznańska Kooperatywa Spożywcza

Rok później, po przystąpieniu w poczet członków Poznańskiej Kooperatywy Spożywczej w poszukiwaniu organicznej – czyli uprawianej zgodnie z poszanowaniem przyrody (zasadami permakultury) – żywności wiedziałem już znacznie więcej na temat oddolnych inicjatyw społecznych i tego w jaki sposób, na nowo kształtują relacje społeczne.

 

Spółdzielczość

Dopiero jednak pogłębianie moich zainteresowań poprzez uczestnictwo w szkoleniu z cyklu Uczmy się od najlepszych prowadzone przez Szymona Surmacza i Michała Sobczyka ze stowarzyszenia Obywatele obywatelom – pokazało mi, że kooperatywy, to niegdysiejsze spółdzielnie – miejsca w których podobni sobie ludzie, pionierzy chcący zmieniać rzeczywistość, spotykali się już w 18. wieku, aby wspólnie wprowadzać w życie pomysły bazujące na pragnieniu lepszego jutra dla siebie i swoich najbliższych. Niejednokrotnie, za tą potrzebą, kryły się bardzo prozaiczne powody biorące swój początek w chęci przetrwania (jak w przypadku pierwszych spółdzielni zakładanych w kopalniach) i daleko im było do filozoficznych utopii.

 

Dobro wspólne

Dziś wiem już, że ten oddolny ruch to odkrywanie na nowo czegoś z dawna zapomnianego – wspólnego dobra, którymi to zasobami mamy obowiązek opiekować się wszyscy wspólnie, aby i w przyszłości móc z nich korzystać. Niegdyś, w dalekiej przeszłości takimi miejscami były łąki, lasy, łowiska i pola. Społeczność tworząc własne, wewnętrzne prawa i zasady stanowiła o dostępie do tych przestrzeni regulując w takich sposób, aby wystarczyło ich dla wszystkich. Podstawą była oczywiście komunikacja i relacje w grupie.

Dziś, w dobie przestrzeni internetowych, możliwości podobnej współpracy w określonym celu są prostsze niż kiedykolwiek. Niestety z drugiej strony portale społecznościowe wpływają na zanik szczerych, głębokich relacji utrudniając proces wielokrotnie.

Podstawą jest jednak coś zgoła innego – wzięcie na powrót odpowiedzialności za najbliższą nam przestrzeń zamiast oddawać ją w ręce instytucji, które ze swojej natury są tworami sztucznymi, których struktury bardziej dbają o zachowanie i rozbudowę ich samych, niźli służą podstawowym celom do których zostały utworzone. W tym temacie, dynamicznie dziś odnawianym polecam książkę The Commons Davida Bolliera.

 

Pozytywna rewolucja

Ta zmiana, to pragnienie odzyskania przestrzeni wokół nas – tzn. non-places (wg. Marc Auge) – i ponowne oddanie ich w służbę społeczeństwa powinna stać się centrum naszych pragnień, a z pewnością dotyczyć każdego z nas! To jasne, że nie wszyscy mamy odwagę, aby wprowadzać ją w życie –dzień po dniu wykraczać raz z delikatnością, a raz z pełnym przekonaniem poza swoją strefę komfortu kształtując świat na swoje podobieństwo, z pragnieniem bycia coraz lepszymi. Jednak kooperatywa, podobnie jak dziesiątki innych inicjatyw społecznych – sąsiedzkie towarzystwa, wiejskie kółka, szkolne teatrzyki, czy miejskie ogrody społeczne – są luźnymi organizacjami kształtującymi pomiędzy członkami wyjątkową umiejętność współpracy opartej na zaangażowaniu, szacunku, szczerości, a przede wszystkim odpowiedzialności.

Te grupy inicjatywne pozbawione jasnookreślonych struktur naturalnie wykształcają hierarchię fraktalną opartą na osiąganiu celów przyjętych przez grono członków, a uczą osiągania konsensusu w miejsce demokracji – w której zawsze ktoś musi być poszkodowany. W codzienności potrafią być doskonałym sposobem na aktywizację, lekiem na depresję i marazm nauczany i żywiony przez zewnętrzny świat korpokonsumpcjonizmu. Zachęcam Was serdecznie do przyłączenia się do jednej z inicjatyw, bądź założenia własnej! Dopiero bowiem w czasie częstych, pełnych relacji z innymi poznajemy siebie lepiej i głębiej, a wspólnie możemy po prostu więcej.

  • Kooperatywa wywróciła u mnie myślenie o zakupach, które do tej pory miałam. Nie sądziłam, że będzie to tak pozytywnie oddziałująca idea, skupiona na ludziach, wzajemnym szacunku, zaufaniu i współpracy – bo te cechy cenię sobie najbardziej. Dzięki, Łukasz, że jesteś i tak wiele dla nas robisz!

    • Dziękuję i Tobie Kasiu!

      Bez Ciebie i Twojego bloga moje patrzenie na świat byłoby znacznie bardziej ograniczone.

      Powodzenia na przyszłość i dalej inspiruj do działania!

  • Pięknie podsumowane! Jest to tekst niezwykły z wielu powodów. Jednym z nich jest bogaty opis prawdziwych treści, które przywracają nam właściwe miejsce w życiu i zrozumienie samego siebie. Myślę, że musisz na ten temat napisać książkę 🙂

    • Haha! 🙂 Póki co zaczytuję się w tym co też wymyślili na ten temat inni. Póki co wolę obserwować i z rzadka dzielić się obserwacjami. Na książkę przyjdzie jeszcze czas! O ile ktoś będzie jeszcze czytał… 😛

  • Elżbieta Dopierała

    „Jak rozpętano Kooperatywę” wspaniała opowieść z samego dna duszy. Życzę Ci, żebyś za rok, dwa napisał „Kooperatywa-społeczność w działaniu”. To Twój tytuł 🙂


Zapraszam do kontaktu lukasz@nowespojrzenie.pl