MENU

V. Wiedźma, czyli o niciach życia (przydrożny zagajnik)

39
0
Historia ta kończy się nagle i tragicznie. Kiedyś bowiem kobiety, które wiedziały, nie były wcale mile widziane. Najczęściej mężczyźni upatrywali w nich wielkie zagrożenie i w ramach swej iluzorycznej władzy nadanej przez kościół, który słynął z archetypicznie upadlającej roli kobiet podszytej strachem, zazdrością i nienawiścią do intuicji, usuwał je z drogi.
W jeszcze dawniejszych bowiem czasach kobiety, dotąd zarządzające w intuicji, każdą sferą życia stawały się nieprzejednane i walczące pomiędzy sobie o wyznaczanie kierunku przyszłości. Niektóre zaczęły się wyreczać podobnymi sobie mężczyznami. Aż w końcu jawnie zaczęły ich prosić o ochronę. Mężczyźni dotychczas poświęceni całkowicie eksploracji zadań wymagających skupienia i umiejętności – rzemiosłom, rolnictwu, nauce z początku chętnie poświęcał się nowej roli. Szybko jednak zaczęła ich ona całkowicie pochłaniać. Dochodziło do współzawodnictwa w miejsce dotychczasowej współpracy, hierarchii w miejsce holarchii. Od tego czasu wojownikom przyszło czekać długie, długie lata na wybaczenie. Nie czuli winy, chodziło o znacznie głębszy temat niezrozumienia głębokich zmian jakie toczyły się na całym świecie na nieświadomym poziomie.
Nasza jednak wiedźma nie przejmowała się jednak zbytnio zewnętrzną gagresją. W swym wnętrzu bowiem rozumiała, że tak właśnie los miał posłużyć większemu celowi, o którym jednak nie będzie ta opowieść.
Ważniejszym jest bowiem znacznie, to, co starała się na co dzień przekazać w swoich praktykach leczniczych – że każdy człowiek posiada zestaw przypisanych mu roślin, które znajdują się w przestrzeniach jego pochodzenia. Tam gdzie się narodził, bądź tam gdzie mieszkają jego rodzice wzrastają nowe pokolenia naszych zielonych braci, którzy mają za cel doglądanie naszego bohatera. Co więcej soki z nich pochodzące doskonale leczą ciało, emocje i ducha człowieka. Grunt i cała sztuka jednak leży w tym, aby je rozpoznać. Niegdyś zajmowała się tym fachem właśnie nasza wiedźma, dziś natomiast wystarczy intuicyjnie iść przez życie. Wówczas bowiem nie tylko odpowiednie rośliny, ale i wydarzenia wejdą nam naturalnie w ręce.
Rośliny te, dla przykładu wyobraźmy sobie ogród lub niewielki park, rodzą się wraz z nami i w raz z nami odchodzą. W czasie gdy my się zmieniamy i one również. Gdy nagle przez część naszego parku przebiegnie droga, ma to wpływ również na nasze samopoczucie, jest bowiem skorelowane z wydarzeniem w którym na przykład ciężko zachorujemy i nasze ciało będzie się musiało silnie zregenerować, a przyroda bujniej odrodzić w innym miejscu.
Wraz z brakiem szacunku do natury pokazujemy brak szacunku do nas samych, bowiem na głębszym i jednocześnie bardziej bezpośrednim poziomie jesteśmy z przyrodą, w wielkim cyklu życia, powiązani. Dbajmy o nią, a ona z pewnością się nam odwdzięczy.
Im mniej jej jednak w naszym otoczeniu, tym gorzej się czujemy, tym mniej w nas energii życiowej. Nie znaczy to, że żyjemy krócej, ale nasze życia są bardziej ograniczone, mniej w nich życia pełną piersią, a więcej bezmyślnego trwania. Porównanie nas do kamieni obraziłoby kamień. Żywe, puste ciała są najlepszym porównaniem, które zbliży nas do tego co czynimy z całą planetą zamieniając ją w pusty, martwy kamień.
Skoro jednak o tym wiemy, z należytą dbałością możemy traktować i siebie i to co na zewnątrz.

Zapraszam do kontaktu lukasz@nowespojrzenie.pl