MENU

Sięgając
po(moc)

W czasie życiowej podróży, przemierzając swoje indywidualne drogi, każdy z nas znajduje się na ścieżce mocy. Aktywnie poszukujemy, w trakcie doświadczeń korzystając z umiejętności i wiedzy; staramy się o niej zapomnieć, oddając ją w pozorne władanie innym; albo poruszamy się po omacku zastanawiając się, gdzie się podziała, wtedy gdy akurat najbardziej jej potrzebujemy.

W tym pierwszym przypadku, bez względu na nasze motywacje, chwilowe samopoczucie, czy charakter nabywamy atrybutów siły. W czasie kolejnych działań czujemy, że wszystko powoli się układa, a wybory jakie podejmujemy karmią nas zadowoleniem i pewnością, powiększając przestrzeń, w której czujemy się dobrze i bezpiecznie. Niektórzy nazywają to strefą komfortu.

Na tej ścieżce czyha na nas oczywiście wiele pułapek – można bowiem zwątpić w siebie i rozpocząć poszukiwania mocy na zewnątrz. Tam zaś zawsze drzemie iluzja, która poprzez pozory władzy nad drugim człowiekiem udowadnia nam, że moc można posiąść Na zewnątrz drzemią pozory – chwilowa sława (w miejsce legend o wytrwałości, sile i mocy właśnie, które można opowiadać tylko na bazie własnych, życiowych doświadczeń i nauk z nich wyciągniętych), pieniądze (w miejsce prawdziwych i ponadczasowych wartości), oszustwa (w miejsce budowania szczerych i głębokich relacji z drugim człowiekiem) i… każdy z nas mógłbym wymieniać tak długo.

 

Skąd bierze się lęk

To droga pozbawiona komunikacji z samym sobą, pełna dziur w znajomości siebie, którą wielu możnych i znanych, znanych i możnych tego świata podąża. I my również! W miejsce pokonywania swoich ograniczeń i harmonijnego życia, oddajemy się iluzji braku. Powodów nie trzeba szukać daleko: chwilowe zagubienie, zwątpienie, brak autorefleksji, której nie jesteśmy nauczeni, a która w czasach pośpiechu jest jeszcze trudniejsza, wyrzuty i żal…

Co gorsza na to zagubienie panuje powszechne przyzwolenie. Jako społeczeństwo oddaliśmy swoje poczucie sprawczości na zewnątrz i w czasie wielu historycznych zawirowań zostało ono zaanektowane poprzez systemy, w jakich żyjemy na co dzień w imię powszechnego dobra, spokoju, obfitości i bogactwa, rozumianych obecnie jako powszechność wszystkiego.

Już jednak o skutkach tego zagubienia, czyli kosztach sięgania po (moc), a więc i (po) mocy właśnie – depresji, trudnościach w przystosowaniu i nadążeniu – o realnych nakładach takiego stanu rzeczy niestety nikt nie mówi głośno.

W miejsce szczerości i szacunku, proponuje się rozwiązania systemowe (jak ulgi, odliczane od podatku darowizny), które nie niosą trwałej zmiany, a raczej odsuwają problem, z którym, zapewne już w niedługiej przyszłości przyjdzie się nam zmierzyć.

 

Poczujmy rzeczywistość

Na szczęście coraz częściej zaczynamy mówić o rozwiązaniach związanych nie bezpośrednio z pomocą (za którą jak wiemy potrafią stać różne, nie zawsze czyste, pobudki), a edukacją i uświadamianiem z zakresu odzyskania mocy sprawczej, u której podstaw leży poszanowanie godności, transparentność oraz fundamentalne zasady sprawiedliwości społecznej.

Jesteśmy przecież wszyscy, mieszkając w Polsce, czy szerzej, w zachodnim świecie, w bardzo uprzywilejowanym miejscu w stosunku do grupy mieszkańców Ziemi najbardziej potrzebujących, żyjących w skrajnym ubóstwie, często bez regularnych i pełnowartościowych posiłków, bez dostępu do wody i sanitariatów, lekarzy, szkolnictwa i do informacji, z brakiem perspektyw na rozwój. Bez cienia szansy na życie takie, jak nasze.

W przypadku wspomnianej na początku ścieżki przemilczenia, zapomnienia, przyzwolenia i oddania mocy, sami sobie, z przyzwyczajenia, udowadniamy, że każdy nasz krok nie należy już do nas, że to ktoś inny stoi u sterów naszego życia.

W to uszykowane przez nas miejsce, szybko wskakują gotowi do wymówek politycy z ich szeroko pojętym pragnieniem władzy, korporacje z ich pragnieniem pieniędzy bez liczenia się z kosztami, często nawet sąsiad z jego głośną muzyką. Na to wszystko wzruszamy ramionami z poczuciem: „nic nie mogę na to poradzić”.

Z biegiem czasu drobne zaniechania i posłuszne „nie chce mi się”, „gdybym miał tylko ciszę i spokój” przekształcają się w, z początku niewinne, a z czasem tragiczne w skutkach nałogi, którymi próbujemy zagłuszyć ciche głosy niezgody na taki stan rzeczy dochodzące z naszego wnętrza. Jesteśmy ponoć narodem, który zawsze kozła ofiarnego znajdzie. Po co go jednak szukać, skoro wystarczy spojrzeć na niego bezpośrednio, dostrzec i zmierzyć się z lękiem, wściekłością i żalem widzianym w jego oczach w lustrze?

 

Potęga autentyczności

Do tego potrzeba nam właśnie mocy – odwagi do zmierzenia się z prawdą i dobra dla siebie, gdy już to się uda. W naszym wnętrzu drzemią bowiem odpowiedzi na wszystkie pytania. W tych, które nasuwają się jako pierwsze wystarczy poszukać powodów i możliwości zmiany – związku logiczno-przyczynowego pomiędzy niepokojącym stanem rzeczy, a naszym zachowaniem, które nas w to miejsce przywiodło.
Poczucie sprawczości, czyli wpływu na nasze najbliższe otoczenie, to największe oręże kształtowania rzeczywistości, które możemy wykorzystać do zmiany. Od ścieżki ku lepszemu odgradza nas tylko nasz lęk przed nieznanym. Szczere pragnienie mocy jest zaś najskuteczniejszym lekarstwem, zarówno na psychiczne zwątpienia, jak i na choroby fizyczne, w myśl psychosomatycznego podejścia łączącego nasze uczucia i emocje z ciałem.

Równocześnie nikt nie mówi, że będzie łatwo! Ja z pewnością. A jednak, jak to w podróży, z kroku na krok idzie się łatwiej. Pod warunkiem, że posłuchamy swoich potrzeb. Zadbamy o ciało, które jest nieodzownym wskaźnikiem dobrostanu, odpoczywając co jakiś czas, aby móc spojrzeć i dowiedzieć się, jak daleko już zaszliśmy. Patrząc z dystansu łatwiej zrozumieć nasze pragnienia i wyznaczyć kolejne cele. Zobaczyć to, co jeszcze przed nami i jaką drogą chcemy tam zmierzać.

Sięgając zatem po moc, sięgajmy zawsze w głąb siebie. W innym bowiem wypadku, biorąc coś z zewnątrz, po pewnym czasie pomoc będzie miała słodko-gorzki smak.

Nie oczekujmy cudów! Bądźmy jednak pewni, że dla wprowadzenia fundamentalnych zmian w życiu w kierunku szczęścia i spełnienia, kluczowe jest poświęcenie uwagi temu, co rzeczywiście dla nas ważne. W kolejnym kroku uporządkowanie codziennego życia, uprzątnięcie bałaganu, a nieraz zrezygnowanie z toksycznych relacji. To wszystko pozwoli nam utworzyć przestrzeń wyboru, w którą możemy nabrać mocy, w działaniu uwierzyć w swoją moc sprawczą i już na bieżąco wprowadzać kolejne zmiany.

 

Prawda spoczywa w działaniu

Jeśli zatem czujesz, że chcesz pomagać innym – pomagaj! Jeśli dzięki temu stajesz się silniejszy, jeśli stajesz się jeszcze bardziej sobą, to jest Twoja ścieżka. Pamiętaj, aby nie pomagać na siłę. Bądź zawsze uważny na siebie, na potrzeby drugiego człowieka oraz swoje możliwości, pragnienia i chęci. Potrzebujący pomocy, sięgając po swoją moc, poprosi, zapyta, będzie się chciał dowiedzieć czegoś o sobie.

Będąc na ścieżce sięgania po moc, nie wahaj się ani chwili! Proś, pytaj, działaj. Poznawaj siebie.
Proszenie o cokolwiek nie jest łatwe, a korzystanie z pomocy nie jest źródłem dochodu. Dawanie również.
Przekazując datki na cele i akcje organizacji obywatelskich, mamy gwarancję właściwego spożytkowania tych pieniędzy.

Osoby wyciągające dłoń po pomoc, niezależnie czy jest to złotówka czy talerz zupy, tak naprawdę otrzymują MOC do tego, żeby dalej żyć – a więc do zmiany w czasie codziennych zmagań.

 


Artykuł pierwotnie napisany i opublikowany na łamach Gazety Ulicznej.
Ostatni numer gazety można zakupić u sprzedawców ulicznych w środkach masowego transportu lub bezpośrednio u wydawcy Fundacji Barka.


Zapraszam do kontaktu lukasz@nowespojrzenie.pl